środa, 20 maja 2015

may, oh, may

*tym razem wróciłam nie po roku, a po kilku miesiącach, jest postęp ludzie!*
Ostatnie kilka miesięcy miałam zawalone nauką, nie mogłam znaleźć czasu, żeby posiedzieć, pomyśleć, czy poczytać (ale czas dla Prób Ognia znalazłam, wyrobiłam się przed trailerem, bądźcie dumni). 
Ten miesiąc też nie jest zbyt łaskawy, a góra nauki zdaje się nie mieć szczytu. Ze mną nadal nie jest do końca dobrze, ale staram się wrócić na dobry tor.
Czeka mnie jeszcze trochę kartkówek, wypadałoby coś poprawić, w końcu wielkimi krokami nadchodzi szkoła średnia, a ja chcę pochwalić się czerwonym paskiem na koniec gimnazjum.
A skoro już o szkole średniej, to nadchodzi kolejny problem - biol-chem czy human?
Straciłam (prawie) wszystkich bliskich przyjaciół. Chociaż, czy faktycznie zasługiwali na to miano, skoro wystarczyło jedno potknięcie, żeby za pstryknięciem palca zniknęli? Mówią, że powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy nie ściągają nas w dół, tylko ciągną w górę. 
I chyba właśnie maj pomógł mi pozbyć się tych ściągających

A żeby było pozytywniej, wakacje coraz bliżej. Ktoś, coś, plany jakieś są?
Moje są, jak zwykle zresztą, jedną wielką niewiadomą. Pożyjemy, zobaczymy ;)
Cya!






niedziela, 1 lutego 2015

positive outcomes only

Cześć i czołem!
Nie mam pojęcia, od czego powinnam zacząć, więc po prostu przejdę do sedna.

W życiu miałam dużo wzlotów, upadków, zawahań, przeszkód, porażek i zwycięstw. Przeszłam wiele prób i ostatnio zauważyłam, że te wszystkie nieudane, jak te udane, ukształtowały to, jaka teraz jestem.
A mimo zwątpień i wszelkich smutków pozostawałam przy swoim zdaniu. Wciąż twierdziłam, że to wszystko się wyprostuje, nic nie dzieje się bez powodu, dostanę nagrodę za to, co wycierpię. Starałam się zawsze myśleć pozytywnie, postrzegać świat od jego kolorowej strony, starałam się być optymistyczna.


 Czas mijał i mijał, dni uciekały, a ja nadal nie mogłam znaleźć sensu w swoim rozumowaniu. Po pewnym czasie przestałam nawet tego sensu szukać. Jedyną rzeczą, która miała dla mnie sens, było wrócić do domu, wejść do pokoju i płakać. Byłam prawie pewna, że tak już będzie zawsze; że codziennie moim jedynym celem będzie wstać, przeżyć dzień, wypłakać się i zasnąć. I tak w kółko przez następne kilka lat.

Popadłam wtedy w depresję i miałam myśli samobójcze. O tym krótko, bo nie jest to temat, który jest moim ulubionym jeśli chodzi o dzielenie się nim z ludźmi, a szczególnie wtedy, kiedy...

Kiedy się tego pozbyłam.
I mimo, że depresję nadal mam, i czasem pojawiają się takie dni, w których zaburzenie usilnie stara się o sobie przypomnieć, to zdarzają się one coraz rzadziej.
W końcu zrozumiałam, że miałam rację; że wszystko będzie dobrze, że dostanę nagrodę za cierpienie.

Nie przypisuję tego sukcesu tylko sobie, bo nie osiągnęłabym go, gdyby nie wsparcie przyjaciół. Przyznam, że nawet nie wiedziałam wtedy, iż takich przyjaciół posiadam. Uzmysłowiłam sobie to dopiero po jakimś czasie. Byli ze mną, kiedy ich potrzebowałam, ale nie byłam w stanie wołać o pomoc.

Nauczyłam się, żeby patrzeć pozytywnie na świat, ludzi wokół obdarzać miłością i troską. A tą bandę znajomych/"psychologów" twierdzących, że o życiu wiedzą najlepiej, szybko odrzuciłam w zakurzony kąt. I tak jest dla mnie lepiej :)

Pamiętajcie, żeby zawsze starać się znaleźć jakiś pozytywny aspekt nawet wtedy, kiedy życie wam się wali.
*ok, teraz to ja zachowuję się jak ten znawca wszystkich i wszystkiego, wybaczcie*


Zostawiłabym was z jakąś piosenką, ale mam totalną pustkę w głowie jeśli chodzi o coś motywującego i pozytywnego... czas szukać czegoś na własną rękę c:

I pamiętajcie, trochę optymizmu! 


Cya!


piątek, 30 stycznia 2015

ulubieńcy stycznia!

*i nie, nie będzie tu nic o kosmetykach*
Cześć i czołem!
Dzisiaj przedstawiam wam ulubieńców stycznia (chciałam napisać lipca, chyba za bardzo ciągnie mnie do wakacji).
Styczeń się już kończy, a razem z nim końca dobiegają moje ferie; RIP chodzenie spać o północy i wstawanie po 8...
Praktycznie cały miesiąc miałam wolny, a w szkole byłam tylko 6 dni, więc miałam czas żeby poczytać, pooglądać i poleniuchować :)
Ulubieńców postaram wam się przedstawić w takiej kolejności, jak zrobiłam to w roku zeszłym.

MUZYKA

 SLEEPING WITH SIRENS - IF YOU WERE A MOVIE, THIS WOULD BE YOUR SOUNDTRACK (2012)


To akustyczna EPka post-hardcorowego bandu, nada się dla osób, które nie są fanami ciężkiej muzyki, ale też dla tych, którzy chcieliby posłuchać mocniejszych utworów w nieco mniej ostrej wersji. Totalnie rozpływam się przy głosie Kellina, EPka jest świetna na spokojne wieczory.
Moim ulubieńcem jest If I'm James Dean, You're Audrey Hepburn.


FALL OUT BOY - AMERICAN BEAUTY/AMERICAN PSYCHO (2015)


AB/AP to najnowszy album rockowego bandu Fall Out Boy, w którym kompletnie się zakochałam, a tytułowego singla od miesiąca nie mogę wybić z głowy. Na ten album z niecierpliwością czekałam tuż po usłyszeniu pierwszego singla z tej płyty, czyli "Centuries", który zaczarował mnie fantastycznym brzmieniem i świetnym tekstem. Jest to również pierwszy album FOB, który przesłuchałam od deski do deski, teraz czeka na mnie reszta albumów.
Wszystkie piosenki z tej płyty kocham całym sercem, więc trudno mi wybrać ulubieńca :(

FILMY

ŁATWA DZIEWCZYNA (Easy A), 2010

"Komedia o grzecznej dziewczynie, małej przysłudze i wielkiej plotce"
"Łatwa Dziewczyna" to komedia romantyczna (chociaż tak bym jej nie określiła, ale cóż, siła wyższa) opowiadająca o dziewczynie, która przez małe kłamstewko stała się publicznym wrogiem. Nic nie będę dodawać, jeśli tego nie oglądaliście, to koniecznie musicie to obejrzeć.

SERIALE

TEEN WOLF, 2011-


Nigdy nie pomyślałabym, że zakocham się w serialu o wilkołakach. A tu proszę, życie lubi zaskakiwać.
Praktycznie zmuszona przez koleżankę zaczęłam oglądać "Nastoletniego Wilkołaka" i... 60 odcinków jakby magicznie upłynęło w niecałe 2 tygodnie! Zaskoczył mnie fakt, że coś, co ma wilkołaka w tytule może mnie zaciekawić i wciągnąć. Gra aktorska w tym serialu jest świetna, jest to definitywnie mój ulubieniec.

HELLCATS, 2010-2011

Nad obejrzeniem tego serialu zastanawiałam się od dłuższego czasu; odkąd zobaczyłam zdjęcie Ashley z jednego z odcinków. Serial ten to komediodramat o... cheerleaderkach. No, może nie samych dziewczynach, bo w Hellcats znajdują się także chłopcy, wokół których też toczy się akcja. Główna bohaterka traci stypendium, a razem z nim może stracić też możliwość studiowania, więc szuka sposobu, żeby to stypendium znów zdobyć... a reszty dowiecie się oglądając, bo serial jest naprawdę ciekawy i nie opowiada jedynie o złamanym paznokciu jednej z plastikowych cheerleaderek; jest o wiele bardziej intrygujący niż się wydaje.


LITERATURA

WIĘZIEŃ LABIRYNTU, JAMES DASHNER (2009)

"Więzień" to dzieło, za którego czytanie wzięłam się, przyznając bez bicia, po premierze filmu, jednak przeczytałam 2/3 tej książki na początku miesiąca. Nazwałam tę powieść dziełem nie bez powodu; sposób pisania autora bez problemu pozwala na pełne wyobrażenie sobie sytuacji, pozwala nam odczuć to, co odczuwają bohaterowie. Nigdy nie pomyślałabym, że chwycę książkę, której gatunek kwalifikuje się do fantastyki post-apokaliptycznej, czy w ogóle fantastyki, ba, nie wiedziałam, że sam film w takim stylu mnie zachwyci. Po raz kolejny okazuje się, że się myliłam, ale się z tego cieszę. Nie mogę się doczekać aż przeczytam pozostałe 2 tomy.


Troszeczkę się rozpisałam, to trzeba przyznać. Dajcie mi znać o rzeczach, które szczególnie zachwyciły was w tym miesiącu w komentarzach!

Cya!



środa, 28 stycznia 2015

sometimes I just want somebody to hold

Cześć i czołem!
Jak niektórzy się domyślają, drugiej połówki nadal nie posiadam. I mimo że czasami marudzę o chęci posiadania "kogoś do przytulania", to jednak nie szukam na siłę, bo jestem zdania, że to los zadecyduje.
Może skończę jako stara panna z kotami? Swoją drogą, mam na nie alergię, więc będzie ciężko...
*dobra, kamila, ogarnij się, koniec użalania się nad sobą*

Jakiś czas temu postanowiłam, że czas odpuścić sobie miłosnych zagrywek na jakiś czas. Nie żeby było ich jakoś dużo; do rozmyślań zmusił mnie fakt, jak działa na mnie każde, nawet najmniejsze zauroczenie. Więc w zgodzie i ze swoim sercem, i z rozumem postanowiłam, że wypadałoby skupić się na przyjaźni, na nauce, na pracy nad sobą.
Tak, praca nad sobą. Ale to już kiedy indziej, gdy już będę mieć siłę i odwagę o tym napisać.
I to nie tak, że byłam jakoś okrutnie zraniona w przeszłości, bo nie byłam.
Nie byłam także w żadnym związku; ktoś może pomyśleć, jakim prawem w ogóle wypowiadam się o zauroczeniach, zakochaniach... Ano, bo przeżyłam, bo wiem, bo mogę.

"i'm done looking for my future someone"

Ktoś może zapytać, jakież to okrucieństwa spowodowało u mnie zauroczenie, skoro chcę się od niego odsunąć? Let me open your eyes.
Jak wspomniałam, wypadałoby się skupić na przyjaźni, nauce, nad sobą. Te wszystkie miłosne zagwozdki i usterki powoli zamykały mi oczy i odcinały mnie od rzeczywistości. Odpychałam od siebie ludzi, bo nie byłam w stanie pogodzić się z uczuciem, często nieodwzajemnionym, zapominałam o tym, żeby znaleźć chwilę czasu dla siebie, na uporządkowanie myśli. Z pewnością znajdzie się ktoś, kto moje zachowanie określi jako obsesję. Pozwól więc, że wyprowadzę cię z błędu - obsesja wygląda inaczej, gorzej.
Mimo iż mój opis nie jest w stanie w 100% oddać plątaniny i natłoku myśli... nie no, przesadzam. Nie było aż tak źle jak myślicie. 

Żeby trochę to streścić, chcę na chwilę zapomnieć o miłości, nikogo na siłę nie szukam, bo chcę skupić się na ważnych dla mnie osobach, na nauce, na samej sobie, chcę mieć czas by móc skoncentrować się i ogarnąć swoje myśli od czasu do czasu, ot, tyle.
*powiedz mi, po jaką cholerę tak się rozpisałaś, skoro puenta jest krótka? oj, kamiś, kamiś...*


Na dzisiaj koniec, ale żeby nie było niedosytu, to zostawiam was z piosenką która mogłaby być moim hymnem, pomijając milion trzysta siedemdziesiąt pięć innych, które z powodzeniem mogłyby figurować jako mój hymn.
Cya!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

well, well, well

Tak, Kamila znowu wraca, znowu na początku nowego roku.
I wiem, powinnam przeprosić; mogłabym przepraszać w nieskończoność, chociaż... czy chcę przeprosić?
Pewna część mnie czuje potrzebę, aby przeprosić, w końcu to nie pierwszy raz, kiedy w pewien sposób zobowiązałam się do bloga i to zobowiązanie szybko zaniedbałam.
O powrocie na bloga myślę od początku ferii, może dlatego, że trochę mi się nudzi? Albo dlatego, że staram się odnaleźć w natłoku myśli? Sama nie wiem.
Trochę się pozmieniało od zeszłego roku, znaczy, tak myślę. Odrobinę wydoroślałam, zmieniłam sposób, w jaki patrzę na wszystko, do tego poznałam osoby które mnie uszczęśliwiają (nope, chłopaka dalej nie mam)
Przeglądam właśnie stare posty i, uwierzcie mi, szczerze żałuję, że tak zaniedbałam bloga. Co więcej, martwi mnie to, że przy moim zapale do wszystkiego znowu mogę go zaniedbać. Czy to zrobię? Czas pokaże.

Na razie możecie cieszyć się (lub też nie) moją obecnością i zapałem do pracy, trzymajcie kciuki, żeby ten zapał szybko nie zniknął :)

Cya!